Zamek Helfštýn odwiedziłem podczas Międzynarodowego Dnia Zabytków. Było warto! Międzynarodowy Dzień Zabytków obfituje w specjalne wydarzenia oraz często brak opłat za wstęp. Darmowy wstęp? Świetnie. Brak planu? Jeszcze lepiej. Bo Helfštýn to nie jest miejsce, które się „odhacza”. To raczej przestrzeń, którą się chłonie — kawałek po kawałku, mur po murze, widok po widoku. A jest tu co oglądać – wewnątrz i na zewnątrz.
Historia zamku Helfštýn
Zamek Helfštýn powstał na przełomie XIII i XIV wieku, a jego początki — jak to często bywa — nie należą do szczególnie romantycznych. Założył go rycerz Friduš z Linavy, który trudnił się… delikatnie mówiąc, działalnością rabunkową. Zamek miał więc od początku charakter strategiczny — kontrolował ważny szlak handlowy biegnący doliną rzeki Bečvy. I robił to skutecznie. Na przestrzeni wieków twierdza była rozbudowywana, wzmacniana i dostosowywana do zmieniającej się sztuki wojennej. W XVI wieku stała się jedną z najpotężniejszych fortec na Morawach — bastionem, który miał odstraszać, a nie tylko bronić. To właśnie wtedy zyskała miano jednej z największych warowni w tej części Europy. Przetrwała wojny, oblężenia, zmiany właścicieli, aż w końcu… przegrała z czasem. Porzucona, stopniowo popadała w ruinę, by dziś wrócić do życia w zupełnie nowej formie.

Architektura nagradzana w XXI wieku
To, co dziś robi największe wrażenie na Helfštýnie, to jego… szczerość. Tu nic nie jest „udawane”. Zamek nie został odbudowany. Nie stanowi kiczowatej atrakcji, a został zachowany w formie „trwałej ruiny”. Jest więc zabezpieczony przed dalszym zniszczeniem, ale nie będzie w pełni zrekonstruowany. Nie znajdziemy tu stylizowanych wnętrz. Zamiast tego — surowe mury, przestrzeń i odważne, współczesne ingerencje architektoniczne.

Stalowe kładki, schody i platformy widokowe nie próbują konkurować z historią. One ją podkreślają. Tworzą coś w rodzaju dialogu między przeszłością a teraźniejszością. I trzeba przyznać — to działa. Spacer po zamku jest dzięki temu czymś więcej niż tylko zwiedzaniem. Obcujemy z połączeniem średniowiecznej warowni, ze współczesną, surową architekturą. Remont i współczesne zagospodarowanie terenu zamku zostało wyróżnione wieloma prestiżowymi nagrodami – w tym tą najważniejszą – Czeską Nagrodą Architektoniczną w 2021 roku. Zresztą Helfštýn słynie także z Międzynarodowego Spotkania Kowali Artystycznych „Hefaiston” — jednego z największych tego typu wydarzeń w Europie. I to czuć. Metal tutaj nie jest tylko dodatkiem. Jest częścią tożsamości tego miejsca.
Wystawy w Zamku Helfštýn
Zwiedzając Helfštýn łatwo skupić się na murach, widokach i tej charakterystycznej mieszance kamienia ze stalą. Ale warto na chwilę zwolnić i zejść głębiej — dosłownie i w przenośni — bo zamek oferuje także kilka stałych wystaw, które dobrze uzupełniają to, co widzimy na pierwszy rzut oka. Jedną z najciekawszych jest ekspozycja kowalstwa artystycznego — i trudno się dziwić, bo to właśnie metal jest tutaj jednym z głównych bohaterów. Kolekcja budowana jest od ponad czterech dekad i w dużej mierze powstała dzięki pracom tworzonym podczas słynnego festiwalu Hefaiston. Co ciekawe, wiele z tych dzieł powstawało w zaledwie kilka godzin, a mimo to zachwyca formą i precyzją. Dziś zbiór liczy już ponad 1400 eksponatów, choć nie wszystkie można zobaczyć jednocześnie — wystawa jest regularnie zmieniana, więc nawet przy kolejnej wizycie można trafić na coś nowego.

Drugim mocnym punktem jest historyczna mennica, ukryta w podziemiach renesansowego pałacu na czwartym dziedzińcu. To miejsce, gdzie historia przestaje być tylko opowieścią, a zaczyna działać — dosłownie. Dzięki replikom dawnych maszyn można prześledzić cały proces powstawania monet: od walcowania blachy, przez wycinanie krążków, aż po bicie i ważenie. Co więcej, wszystko to zestawione jest z autentycznymi monetami, które pozwalają zobaczyć efekt końcowy pracy sprzed setek lat. Na koniec zostaje jeszcze wystawa archeologiczna, mieszcząca się w dawnych przestrzeniach zamkowej kuchni. To bardziej przekrojowa opowieść o Helfštýnie — od jego początków aż po późniejsze przebudowy. Znaleziska z różnych epok, detale architektoniczne i oryginalna płyta z inskrypcją z 1480 roku sprawiają, że nagle ten „kamienny kolos” zaczyna mieć swoją bardzo konkretną, ludzką historię.
Widoki, które onieśmielają
Zamek położony jest nad doliną rzeki Bečvy, niedaleko miejscowości Týn nad Bečvou — i to położenie robi ogromną robotę. Z murów rozciągają się szerokie panoramy na okoliczne wzgórza, lasy i wijącą się w dole rzekę. To nie są widoki, które ogląda się przez chwilę i idzie dalej. To te momenty, kiedy człowiek zatrzymuje się na dłużej — trochę z zachwytu, trochę z potrzeby złapania oddechu. Ułatwiają to liczne tarasy i punkty widokowe. Mamy więc wieżę zamkową górującą nad całym obiektem. Widzimy z niej nie tylko piękną panoramę okolicy ale także główny budynek zamku. Dopiero z góry widać jego ogrom. Także kiedy przejdziemy już do części głównej dawnego zamku znajdziemy tu liczne punkty widokowe i dwa tarasy „na dachu”. Zwiedzając Zamek Helfštýn macie gwarancję tego, że obejrzycie okoliczną panoramę bardzo dokładnie. A co widać z zamku? Oczywiście okoliczne miejscowości: Lipník nad Bečvou, Przerów i Hranice. Bez trudu dojrzycie Jezernický viadukt i oczywiście Beskidy. Gdzie nie spojrzeć, można dojrzeć coś majestatycznego. I właśnie tu Helfštýn pokazuje swoją drugą twarz. Z jednej strony monumentalny, surowy, niemal groźny. Z drugiej — spokojny, otwarty, wręcz kontemplacyjny.

Jak dostać się do zamku Helfštýn w 2026 roku?
Na koniec coś, o czym warto wiedzieć, zanim w ogóle ruszycie w drogę. Dojazd do zamku w ostatnim czasie potrafi być… równie emocjonujący jak jego historia. W 2026 roku trwa remont dróg dojazdowych do zamku. Z tego powodu obecnie najlepiej kierować się od strony miejscowości Týn nad Bečvou i podążać za tymczasowymi, pomarańczowymi oznaczeniami. Ostatni odcinek, na parking pod zamkiem, prowadzi leśną drogą — wąską, momentami dość wymagającą. Ruch jest tam regulowany sygnalizacją świetlną, a wjazd i wyjazd odbywają się naprzemiennie w określonych odstępach czasu. Efekt? Korki przed wjazdem do lasu to nic nadzwyczajnego.

Część kierowców postanowiła więc obejść system — zostawiają samochody wcześniej, na polnych drogach czy leśnych parkingach, i ruszają pieszo. I szczerze? To wcale nie jest zły pomysł. Spacer od miejsca, gdzie zaczyna się regulowany odcinek, zajmuje około 20 minut i nie jest szczególnie wymagający. A przy okazji pozwala złapać trochę dystansu — zanim jeszcze wejdzie się na zamek, który i tak zrobi swoje.
Zamek Helfštýn to miejsce, które trudno jednoznacznie zaszufladkować. Nie jest klasyczną ruiną, nie jest też w pełni odrestaurowanym zamkiem. To raczej przestrzeń spotkania — historii, architektury i współczesnego myślenia o zabytkach. Warto wybrać się tutaj w trakcie jednego z licznych wydarzeń. Wówczas cały zamek żyje, podzamcze pełne jest wystawców i tylko korki mogą nieco uprzykrzać życie. A jeżeli wolicie zwiedzanie w spokoju – wybierzcie się tutaj w tygodniu. Jedno jest pewne – niezależnie od pory odwiedzin – nie będziecie żałować.

