Jeśli marzy ci się wycieczka, w której jest trochę potu, odrobina adrenaliny i sporo pięknych widoków, to trasa na Biskupią Kopę od strony Pokrzywnej powinna cię usatysfakcjonować bardziej niż ciepły posiłek w schroniskowej jadalni. Zaczynamy przy Kaplicy Polowej w Pokrzywnej, gdzie można zostawić samochód i ostatnie wątpliwości dotyczące formy fizycznej. Stąd ruszamy niebieskim szlakiem ku górze – spokojnie, najpierw jeszcze jest przyjemnie. Leśna droga prowadzi łagodnie, a szum drzew udaje, że wszystko będzie łatwe i miłe. Oczywiście, to tylko preludium.

Malownicza trasa na Biskupią Kopę z Pokrzywnej
Po kilkudziesięciu minutach zaczyna się bowiem clou programu – Gwarkowa Perć. Fragment, który w folderach reklamowych wabi miłośników „urozmaiconej turystyki”, a w rzeczywistości jest to sympatyczny skalny żleb z metalową drabinką. Niby nic strasznego, ale jeśli ktoś do tej pory szedł i kontemplował życie, to tutaj niespodziewanie musi zacząć kontemplować również własną równowagę. Przejście jest krótkie, efektowne i stanowi jedną z fajniejszych atrakcji polskiej części Gór Opawskich. Można poczuć lekki dreszcz, a jednocześnie nie jest to miejsce, które wybije ci z głowy resztki odwagi. No i jest to idealne miejsce na zdjęcia! Dużo zdjęć!

Schronisko na Biskupiej Kopie
Gdy już wygramolisz się z Gwarkowej Perci, zaczyna się bardziej wytrwałe podejście pod samą kopę. Szlak prowadzi lasem, czasami ostrzej w górę, czasami niepokojąco w dół (bo wiadomo, że trzeba będzie to odrobić). I wreszcie – jest! Schronisko Górski Dom Turysty „Pod Biskupią Kopą”, które jak zawsze stoi na straży wszystkich strudzonych wędrowców. To idealny moment na złapanie oddechu, herbatę, zupę, albo przynajmniej poczucie, że jednak warto było ruszyć się z domu. Schronisko ma swoją atmosferę starej szkoły górskiej turystyki. Bez zadęcia, bez modnych designerskich lamp, ale za to z klimatem, którego nie da się podrobić. Jeżeli zbierasz pieczątki do Korony Gór Polski, to właśnie w schronisku znajdziesz stempel do książeczki!

Stąd Biskupia Kopa jest już w zasięgu wzroku. Ostatni etap na szczyt jest krótki, choć dla nóg może stanowić końcowy test dnia. I nagle: granica, tablice, widok na czeską stronę… oraz gwóźdź programu – wieża widokowa na Biskupiej Kopie, już po stronie Republiki Czeskiej. Konstrukcja jest wysoka, piękna i daje panoramę, którą ciężko zapomnieć: Jesioniki, okolice Zlatých Hor, polskie przedgórza… Jeśli trafisz na dobrą pogodę, możesz poczuć się jak ktoś, kto przez chwilę ma cały pograniczny świat pod stopami. A jeśli pogoda jest gorsza – cóż, przynajmniej będzie wymówka, żeby wrócić.
Wieża widokowa na Biskupiej Kopie
Wieża, mimo że ma już swoje lata, wciąż robi świetne wrażenie. Wysoka na 18 metrów, z grubych kamiennych bloków, przypomina nieco miniaturowy zamek strażniczy. W środku prowadzą kręte, chłodne schody, które idealnie przygotowują człowieka na to, co za chwilę zobaczy na górze. A widoki? Jeśli trafisz na przejrzyste powietrze, to panorama jest naprawdę imponująca. Jesioniki z Pradziadem jak na dłoni, dalej widać okolice Zlatých Hor, teren po polskiej stronie aż po Nizinę Śląską, a przy dobrej pogodzie nawet zarys Gór Sowich. Wszystko wygląda jak misterny model krajobrazu, tylko że zamiast plastiku masz prawdziwe lasy i prawdziwe miasteczka. Co ciekawe, wieża miała swoje gorsze momenty. W XX wieku przez długi czas była zamknięta, niszczała, a niektórzy twierdzili nawet, że to koniec jej historii. Na szczęście Czesi wzięli ją w opiekę, przeprowadzili gruntowny remont i od lat ponownie można wspinać się po jej spiralnych schodach.

Cicha Dolinka w Górach Opawskich
Biskupia Kopa zdobyta. Zejście proponuję zrobić w formie eleganckiej pętli – zamiast wracać po swoich śladach, odbijamy na żółty szlak w kierunku Przełęczy Pod Kopą. To bardziej spokojny fragment trasy, gdzie las znów zaczyna mruczeć coś o relaksie i harmonii. Idealny moment, by tempo nieco zwolniło, a wycieczka nabrała charakteru niedzielnego spaceru, nawet jeśli jest środek tygodnia.

Przełęcz Pod Kopą to rozdroże, na którym żółty przestaje rządzić, a do gry wchodzi zielony szlak w dół Cichą Doliną, wzdłuż wartkiego Bystrego Potoku. To najprzyjemniejszy etap całej wycieczki – ścieżka biegnie doliną, wzdłuż strumienia, który kojąco szumi.
Trasa kończy się przy parkingu w Pokrzywnej, gdzie wszystko się zaczęło. I wierz mi, nieważne, czy jesteś wprawionym turystą, czy kimś, kto tylko udaje, że lubi góry – po takiej wycieczce człowiek czuje się trochę jak bohater. W końcu pokonałeś drabinki, zdobyłeś szczyt graniczny, napiłeś się herbaty w schronisku, a na koniec wróciłeś doliną, która nie miała końca. Biskupia Kopa może nie jest alpejskim gigantem, ale ma wszystko, co trzeba, by wrócić z niej z uśmiechem i poczuciem dobrze spędzonego dnia.
Biskupia Kopa – łatwe wejście
Położona na granicy Biskupia Kopa to taki szczyt, który może nie powala wysokością, ale ma w sobie coś wyjątkowego. Może to sprawka granicy biegnącej przez wierzchołek, a może połączenia polskiej tradycji schroniskowej z czeską miłością do wież widokowych. Wejście od strony Pokrzywnej, z przystankiem na Gwarkowej Perci, daje odrobinę adrenaliny i sporo satysfakcji. Powrót Cichą Doliną pozwala odpocząć wśród szumiących strumieni i pachnącego lasu. Do tego dochodzi wieża z końcówki XIX wieku, która wciąż dumnie patrzy na Jesioniki. No i oczywiście schronisko „Pod Biskupią Kopą”, gdzie człowiek może odetchnąć i złapać górski klimat. Całość tworzy trasę idealną — dynamiczną, malowniczą i pełną drobnych momentów, które przypominają, że góry nie muszą być wielkie, żeby były świetne. Jeśli więc szukasz dobrej wycieczki na pograniczu, Biskupia Kopa powinna znaleźć się na twojej liście.


